Zacząłem od pracy w jednym banku, w okienku, z tabelą oprocentowania wbitą do głowy na pamięć. Szybko się okazało, że klient prawie zawsze dostałby lepszą ofertę gdzieś indziej — tylko nikt mu nie mówił, gdzie.
Dziś robię to, czego mi tam brakowało: siadam z człowiekiem, słucham, porównuję oferty z dwudziestu instytucji i wybieram tę, na której wygra on, nie ja. Bo prowizję dostaję jednorazową — a zaufanie pracuje przez dekady.
Pracuję z klientami z całej okolicy. Czasem ktoś przyjeżdża z dalszych stron, bo polecił go znajomy, który kupował u mnie polisę. Dobre rekomendacje są dla mnie ważniejsze niż reklama w Google.
Reguły gry, na których nie schodzę.
- I
Nigdy nie biorę prowizji od klienta.
Wynagrodzenie dostaję od banku albo ubezpieczyciela, gdy umowa wejdzie w życie. Jeśli to dla Ciebie zły układ — niech Ci doradzi ktoś inny. Ja w to wierzę.
- II
Pokazuję trzy oferty, nie jedną.
Najgorszy doradca to ten, który przygotował tylko jedną propozycję — bo prawdopodobnie ma na niej najlepsze prowizje. Zawsze porównujemy.
- III
Po podpisie wciąż odbieram telefon.
Bankowy konsultant zniknie z Twojego życia po trzech dniach. Ja zostaję pod tym samym numerem — przez całe lata trwania umowy.
Jeśli szukasz najszybszego, najtańszego, najlepszego — to są trzy różne rzeczy i każda kosztuje czegoś innego. Zadzwoń. Powiem prosto, na którą Cię stać.
napisz lub zadzwoń Skontaktuj się